Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku

grudzień 14, 2009 - autor: niss26an49

Dlaczego nie udało się zatrzymać Hitlera ? (5)

grudzień 9, 2009 - autor: niss26an49
Droga do II wojny światowej Jak polityka appeasementu nie zdołała powstrzymać Hitlera Klaus Wiegrefe

Część 5: Katastrofa dla Zachodu

Monachium w 1938 rpku. Wydawało się, iż to spotkanie europejskich mężów stanu stanie się symbolem wielkiego dnia w historii Europy, świadczącym o gotowośći do zawierania kompromisów, promowania pokoju i rozsądku oraz dalekowzroczności politycznej.

Ale z punktu widzenia strategii wojskowej,  polityka ustępstw wobec Hitlera okazała się być katastrofą dla Zachodu. Bez naturalnej bariery Sudetów, pozbawiona systemu umocnień granicznych tam zbudowanego, obrona Czechosłowacji stała się niemożliwa.

Z politycznego punktu widzenia jednak, wykazana przez Chamberlaina gotowość do kompromisu, ostatecznie przyczyniła się do upadku hitlerowskich Niemiec, ponieważ  koncesje premiera, dokonane na rzecz Niemiec, nie pozostawiły żadnych wątpliwości co do tego, że jedynie Niemcy są winni  za wszelkie kroki, prowadzące do dalszej eskalacji napięcia.

Hitler nie poszedł jeszcze zbyt daleko, i wszystko mogło się skończyć spokojnie – bez inwazji na Polskę, bez Stalingradu i bez bombardowania Drezna.

Ale  dnia 15 marca 1939, wczesnym rankiem, w zamieci śnieżnej, niemieckie czołgi przemierzały już przez całe terytorium Czech i Moraw. Ponieważ opór był z góry skazany na przegraną, rząd w Pradze zdecydował, aby czescy żołnierze poddali się i złożyli broń.

“Najpiękniejszy dzień w moim życiu”

Hitler triumfalnie ogłosił inwazję wojsk niemieckich jako “zniszczenie resztek Czechosłowacji „. Zachodnia części republiki została włączona do Rzeszy jako  ”Protektorat Czech i Moraw”, a Słowacja stała się państwem satelitarnym Rzeszy Niemieckiej.

“Dzieci, teraz każde z was da mi buziaka tu i tu”, wołał radosny Hitler do sekretarki, wskazując na swoje policzki. “To najpiękniejszy dzień w moim życiu!”.

Brytyjczycy, z drugiej strony, nazwali zajęcie Czechosłowacji jako “gwałt na Pradze”. Ich zdaniem, delilujący w Pradze niemieccy żołnierze zhańbili to złote miasto nad Wełtawą.

Dosłownie w ciągu kilku godzin, euforia i entuzjazm milionów Brytyjczyków, wykazana z powodu polityki ustępstw, aby zapobiec wojnie, obróciła się w nastrój oburzenia, a potem, krok po kroku, w zaciekły opór przeciwko tej polityce.

W swoim głównym przemówieniu w rodzinnym Birmingham, Chamberlain ostrzegł, że “nie ma większej pomyłki  niż przypuszczenie, że z powodu tego, iż Wielka Brytania  uważa wojnę za okrutną i bezsensowną rzecz, to naród ten utracił charakter i nie będzie uczestniczyć, do ostatnich swoich sił, w podjęciu takiego wyzwania „.

Dopiero teraz premier przedstawił plan wprowadzenia obowiązkowego poboru do wojska. Teraz też był przygotowany do prowadzenia negocjacji ze nienawidzonym Związkiem Sowieckim. Dopiero teraz Wielka Brytania, a za nią Francja, wypowiedziały się o daniu gwarancji dla byłego junior-partnera hitlerowskich Niemiec – dla Polski. Agenci wywiadu donosili, że Niemcy przygotowują atak na Warszawę.
Ale czy było to jeszcze możliwe, aby powstrzymać Hitlera?

Celem – Lebensraum

Jest kwiecień 1939 roku. Nazisci rządzili w Niemczech już od ponad sześciu lat, i jeśliby ich partyjny i duchowy przywódca, Adolf Hitler, zginął wtedy, a nie sześć lat później, to dla większości Niemców z tego pokolenia byłby uważany za jednego z największych ludzi w historii. Tzw. hańba Wersalu została całkowicie wymazana i naprawiona, a Rzesza była państwem  silniejszym niż kiedykolwiek wcześniej.

Ale Hitler nie był w pełni zadowolony. Jego prawdziwym celem, z pomocą brytyjskiego  przyzwolenia i polskiej pomocy, była inwazja na Związek Radziecki i zdobycie Lebensraum( “przestrzeni życiowej”), dla rasy aryjskiej.

Ale począwszy już od Monachium, Hitler był coraz bardziej przekonany, że ewentualność wojny z Wielką Brytanią musi być brana pod uwagę. A Polacy ze swej strony, nie za bardzo chcieli się podporządkować woli Führera.

Hitler zaproponował im “trwałą podstawę” dla stosunków wzajemnych, w postaci paktu o nieagresji, którego ważność  pozostawałby aż do 1959 r., w którym to czasie Warszawa będzie w stanie włączyć swoje siły do walki z Sowietami, po stronie niemieckiej. Chciał także odzyskać kontrolę nad Danzig (obecnie Gdańsk), który pozostawał wówczas wolnym miastem pod opieką Ligi Narodów, a także  wybudować eksterytorialną drogę  i linię kolejową z  Rzeszy do Prus Wschodnich, czyli coś w rodzaju eksterytorialnego korytarza komunikacyjnego przez polskie terytorium. W porównaniu z innymi, wcześniejszymi żądaniami Hitlera, były one wręcz ograniczone i skromne.
Cdn.

Dlaczego nie udało się zatrzymać Hitlera (4)

listopad 26, 2009 - autor: niss26an49

Droga do II wojny światowej
Jak polityka appeasementu nie zdołała powstrzymać Hitlera
Klaus Wiegrefe, Część 4:

“Wiem, że Anglia pozostanie neutralna”

Obecnie historycy wiedzą, że sytuacja militarna zachodnich aliantów była daleka od sytuacji beznadziejnej. Hitler wystawiał zachodnią część Niemiec na zagrożenie przez to, że skierował większość swych wojsk na wschód do inwazji na Czechosłowację. Ponadto Niemcy posiadali rezerwy paliwa ledwo wystarczające na cztery miesiące kampanii wojskowej. Znamiennym jest faktem, iż wyżsi rangą niemieccy wojskowi wyrażali obawy z powodu możliwości wybuchu nowej wojny światowej. Mała grupa, w skład której wchodzili mn. Beck i Weizsäcker, nawet planowała przeprowadzenie zamachu stanu w przypadku, gdyby wybuchła wojna.
Ale Hitler ignorował ostrzeżenia, wysuwane przez jego generałów. ” Wiem, że Anglia pozostanie neutralna “, powiedział. Najgorsze scenariusze, malowane przez brytyjskich i francuskich ekspertów, były wykorzystywane przez tych polityków, którzy za wszelką cenę, bez względu na poniesione koszty, chcieli uniknąć wojny.
Zachód, w owym czasie, był tak zaskoczony przez osobowość Hitlera i cele, jakie sobie stawiał, podobnie jak obecnie jest zaskoczony osobowością i motywami działania prezydenta Iranu, Mahmouda Ahmadinejada. Czy podjęte wówczas zdecydowane działania mogły powstrzymać Hitlera, a tym samym zachować pokój? Albo też, czy wykazana stanowcza postawa Zachodu mogła jedynie zachęcić fanatycznych zwolenników Hitlera do większego jego poparcia przez tłumy na wiecach, co mogło sprawić, że jeszcze trudniej byłoby mu iść na kompromis?
Na początku września, kiedy oznaki ataku Niemiec na Czechosłowację stały się bardziej widoczne, Chamberlain postanowił spotkać się osobiście z Hitlerem, najwyraźniej w przekonaniu, że on i tylko on może rozwinąć rozsądne relacje osobiste z Hitlerem, oparte na zaufaniu.
Premier spotkał się z Führerem dwa razy: najpierw dnia 15 września 1938, w wypoczynkowej willi Hitlera w górach w pobliżu Berchtesgaden, a tydzień później w hotelu Dreesen w Bad Godesberg, niedaleko Bonn. Nie był zbytnio pod wrażeniem swego gospodarza – w liście do swej siostry Chamberlain napisał, że Hitler wyglądał pospolicie i “zupełnie niczym” nie wyróżniał się od ludzi z tłumu.

Poważny błąd w kalkulacjach

Podziw Hitlera wzbudziło to, że Chamberlain, demokrata, którym on pogardzał, okazał się politykiem nieugiętym. Prawdą jest fakt, że brytyjski premier zgodził się, wraz z francuskim premierem, aby nakłonić Czechów i Słowaków do rezygnacji z Sudetów. Jednak Chamberlain nie chciał ustąpić w sprawie zgody na zajęcie przez Niemcy pozostałej części Czechosłowacji. Dał wyraźnie do zrozumienia, że gdyby Hitler zaatakował Czechosłowację, to Wielkiej Brytania i Francja staną po stronie Pragi. Hitler mógł dostać wszystko – ale nie na drodze przemocy. Dwóch mężczyzn rozeszło się bez osiągnięcia ostatecznego porozumienia.
W tym momencie Chamberlain winien był ponownie przemyśleć swoją strategię, gdyż postawa Hitlera musiała wzbudzić pytanie, dlaczego był on skłonny podjąć ryzyko wybuchu konfliktu zbrojnego, pomimo tego, że jego żądania w sprawie Sudetów, wskutek ustępstw aliantów Zachodnich, zostało już spełnione. Ale po pierwszym spotkaniu z Hitlerem, premier podkreślił: “Oto jest człowiek, któremu można zaufać, kiedy da swoje słowo”. Ocenił, że intencje kanclerza Rzeszy miały “ograniczony” charakter. Rzadko się zdarza, aby mąż stanu takiego kalibru, popełnił tak poważne błędy w swoich kalkulacjach.
Oczywiście, analiza sytuacji, dokonana przez Hitlera, była również chybiona. Mówił gwałtownie, groził i stawiał ultimatum – tak zwykle wyglądało jego zachowanie. Wieczorem, w dniu 26 września roku, wzbudził entuzjazm u 20 000 jego zwolenników w Sportpalast Arena w Berlinie. W odpowiedzi na jego wystąpienie tłum skandował: “Führerze, prowadź nas! Pójdziemy za tobą!”
Po raz pierwszy jednak okazało się, że ludzie nie byli pod wielkim wrażeniem tego spektaklu. Oświadczenie Hitlera, że jeśli Wielka Brytania podtrzyma swoje stanowisko, to w następnym tygodniu dojdzie do wojny, niosło ze sobą ryzyko, że „płomienie” mogą zmienić kierunek i poparzyć jego samego.
Dyktator był pod presją ze wszystkich stron – doradców, ministrów i wojskowych – aby nie wywołać zagrożenia, wykonując skok w ciemności. Nawet czołowy nazista, taki jak Göring, nie mógł zrozumieć, dlaczego Niemcy chcą iść na wojnę z powodu czegoś, co mogą mieć za darmo.
“Nie mogę z z tymi ludźmi myśleć o wojnie „.
Aby wpłynąć na zagranicznych dyplomatów, Hitler rozkazał dywizji wojska przeprowadzenie parady wojskowej w Berlinie, po południu w dniu 27 września. Führer spodziewał powodzi tłumów i entuzjastycznego poparcia, podobnego do reakcji, jak w 1914 roku. Zamiast tego, był zmuszony patrzeć na przechodniów, znikających w bramach budynków i ludzi obserwujących żołnierzy w lodowatej ciszy.
To “najbardziej uderzająca demonstracja przeciwko wojnie, jaką kiedykolwiek widziałem” napisał z Berlina amerykański dziennikarz William L. Shirer. Hitler odwrócił się od parady i powiedział:

“Nie mogę myśleć o wojnie z tymi ludźmi”.

Kiedy, następnego dnia rano, Mussolini, pod presją Chamberlaina, opowiedział się za pokojowym rozwiązaniem, dyktator usprawiedliwiał się : “Nie mamy ustaleń, aby rozpoczynać wojnę”, zauważył rozczarowany Goebbels, wówczas jeden z niewielu jastrzębi wśród nazistowskich przywódców.
Dwadzieścia cztery godziny później, przywódcy Aliantów spotkali się w Monachium z Hitlerem i Mussolinim, który chciał występować w pozycji europejskiego rzecznika pokoju, w celu podpisania porozumienia. Zgodnie z ustalonym planem, w Czechosłowacja miała przekazać Sudety we władanie przez III Rzeszę. Kilka dni później polska junta zaatakowała bezbronną Pragę, co Churchill nazwał jako zaspokojenie “głodu hieny” i zaanektowała sporny region Zaolzia. W zamian za przekazanie Niemcom Sudetów, Führer ślubował wyrzeczenie się użycia przemocy.
W Londynie, mieszkańcy stolicy Wielkiej Brytanii, owacyjnie powitali ich premiera, nazywając go “starym, dobrym Neville” i śpiewając ” For He’s a Jolly Good Fellow „.

Dlaczego nie udało się powstrzymać Hitlera ?(3)

listopad 23, 2009 - autor: niss26an49

Opierając się na tym, co się publikuje w polskich mediach o przyczynach wybuchu II Wojny Światowej, musiałbym niechybnie dojść do wniosku, że wojnę tę wywołali bolszewicy, a Stalin napadł Polskę z dwu stron w dniu 1 września 1939 roku. Ponieważ, jak mi się wydaje, sprawy miały się zgoła inaczej, publikuję na blogu, za prasą holenderską, tekst niemieckiego dziennikarza i historyka, Klausa Wiegrefe. Chociaż kto to wie, może i on jest agentem Kremla ? Poniżej część 3.

Klaus Wiegrefe – Droga do II wojny światowej

Jak polityka appeasementu nie zdołała powstrzymać Hitlera

W latach poprzedzających wybuch II wojny światowej, Wielka Brytania i Francja nie doceniły, jak silna była żądza podbojów u Adolfa Hitlera. Niepowodzenie polityki powstrzymywania i ugody z Hitlerem, prowadzonej przez brytyjskiego premiera Neville Chamberlaina oznaczało jedno – że wojna jest nieunikniona.

Kilka dni po powrocie z Wiednia, Hitler, promieniując z radości, powiedział do Goebbelsa : “Następna jest Czechosłowacja ” Goebbels zanotował w swoim dzienniku: “Führer jest cudowny. To prawdziwy geniusz.”

Dla Goebbelsa i Hitlera, sięgnięcie po dominację w Europie wydawało się w zasięgu ręki. Osiemnaście miesięcy później, podejmą  oni ostateczne kroki, prowadzące do rozpoczęcia II wojny światowej.

Hitler spotkał się z Konradem Henleinem, przywódcą partii Niemców sudeckich. W 1919 roku, alianccy zwycięzcy włączyli Sudety, które niegdyś były częścią Cesarstwa Austro-Węgierskiego, do Czechosłowacji. Jednak większość Niemców sudeckich odrzucało nową, narzuconą im narodowość, w dodatku czuli się mniejszością dyskryminowaną. Szczególnie ciężko dotknięci przez Wielki Kryzys, wielu Niemców sudeckich  coraz bardziej entuzjastycznie odnosiło się do kanclerza sąsiednich Niemiec. W marcu 1938 Henlein, odnosząc się do rządu w Pradze, powiedział Hitlerowi: “Musimy zawsze żądać tak wiele, aby nigdy nie byli w stanie spełnić naszych żądań”. Ambicje Hitlera, rzecz jasna, daleko wybiegały poza obszar Sudetów. Użył eskalacji kryzysu z Czechosłowacją, na tle problemu Sudetów, wszczętego z pomocą Henleina, jako pretekstu do inwazji i powiedział, iż jego “gorącym pragnieniem  było wymazanie Czechosłowacji z mapy”. Wehrmacht otrzymał rozkaz, aby być w gotowości do inwazji, nie później niż 1 października. Henlein z partii Niemców sudeckich podjął się zadania wywołania rosnącej liczby incydentów granicznych, i wkrótce jego zwolennicy byli już zaangażowani w walkach z czeskimi żołnierzami w rejonach przygranicznych z Rzeszą Niemiecką.

“Siła jest jedynym argumentem”

W Europa czuło się obawy związane ze zbliżającą się wojną. Firmy ubezpieczeniowe w Londynie, w wystawianych polisach ubezpieczeniowych, nie pokrywały ryzyka strat, powstałych wskutek przyszłych działań wojennych. Brytyjski premier Neville Chamberlain zanotował: ” Staje się zupełnie oczywiste przekonanie, z pewnością teraz, że siła jest jedynym argumentem, który obecnie Niemcy są w stanie rozumieć”.

Ale i tak,w końcu,  nikt nie przyszedł z pomocą w obronie Czechosłowacji, jedynej, prawdziwej demokracji na wschód od Łaby. Dlaczego tak się stało? Paryż i Moskwa były sprzymierzone z Pragą. Jednak żaden z tych dwóch mocarstw nie mógł zapobiec inwazji niemieckiej. Sowieci, aby dojść do Czechosłowacji, musieliby maszerować przez Polskę i Rumunię, ale oba te kraje odmówiły udzielenia zgody dla wojsk radzieckich do wkroczenia na ich terytorium. I Francja, która miała możliwość dokonania ataku na III Rzeszy z Zachodu, po raz kolejny oczekiwała na zdecydowane stanowisko Londynu w tej sprawie.

W rezultacie, w lecie 1938 roku, wszystkie oczy zwrócone były na premiera Chamberlaina, który mimo swoich 69 lat, był politykiem mało doświadczonym, jeśli chodzi o prowadzenie polityki zagranicznej. Z jego postawionym kołnierzem, kapeluszem ala Homburg, i binoklami, wydawał się być osobą – reliktem z 19 wieku. Niemniej jednak, nie tylko z powodu staromodnego wyglądu Chamberlaina, istniały silne przesłanki, które sprawiły, że Hitler nazwał go “crazy old bastard.” (szolonym, starym bękartem).

Chamberlain,  polityk konserwatywny, pochodzący z konserwatywnej rodziny z tradycjami politycznymi, był częścią dużej frakcji, która starała się uspokoić Niemcy, poprzez spełnienie ich żądań, pod warunkiem, że wydawały się one uzasadnione i nie były egzekwowane z użyciem przemocy.

Polityka appeasementu, reprezentowana przez Chamberlaina, kierowała się emocjami a także pewnym podejściem intelektualnym. Brytyjski premier stracił ukochanego kuzyna podczas I wojny światowej. Od tego czasu, głosił podstawową  prawdę wszystkich pacyfistów: w wojnie nie ma zwycięzców, są tylko przegrani.

Patrząc z innej perspektywy

Jako były minister skarbu, Chamberlain miał świadomość wyzwań, stojących przed brytyjskim imperium : ze strony Włoch w basenie Morza Śródziemnego, od Japonii na Dalekim Wschodzie, a także ze strony Niemiec i stalinowskiego  Związeku Radzieckiego w Europie kontynentalnej.

W tych okolicznościach  podjął próbę „uspokojenia” Trzeciej Rzeszy, co najmniej przez dostosowanie  i ograniczenie jej żądań. W tym czasie, już w 1938 roku, kilka tysięcy ludzi padło ofiarą hitlerowskiego terroru. Ale większość z nich to byli komuniści i socjaldemokraci, co ułatwiało konserwatywnym politykom  w Londynie do przyjęcia innego punktu widzenia. Z drugiej strony, w Związku Radzieckim, represje Stalina spowodowały śmierć ponad miliona osób. W tym kontekście, Chamberlain mógł łatwiej wyobrazić sobie współpracę z Hitlerem, licząc, iż da ona umiarkowaną stabilizację w Europie Środkowej i odetnie ją od komunistycznych wpływów.

Z tego powodu premier był skłonny dać Niemcom wolną rękę w rozwiązaniu problemu z Sudetami. W rzeczywistości, mógłby nawet twierdzić, że istniejące granice nie były zgodne z często przywoływaną zasadą samostanowienia.

Prowadzący politykę „appeasementu”  byli później oskarżani o to, że utracili moralną busolę. Krytycy szybko  wskazują na serwilizm brytyjskich dyplomatów, których Hitler potajemnie przeklinał, oraz na pogardę, z jaką niektórzy z tych dyplomatów wypowiadali się na temat Europy Wschodniej.

Ale było coś więcej, co decydowało o miękkiej postawie Londynu wobec nazistów. Pomimo tego, że minęło już jedno pokolenie od czasów “wielkiej wojny”, większość Brytyjczyków niechętnie godziła się z myślą o kolejnej wojnie. Dominia Wielkiej Brytanii, takie jak Republika Południowej Afryki, Australia i Kanada, także niechętnie chciały poświęcenia swoich żołnierzy na polach bitewnych Europy w walce o Sudety. Z punktu widzenia polityki wewnętrznej wydaje się, że nie było wielkiej alternatywy dla obranego kursu przez Chamberlaina.Cdn

Siedmiu głównych sprawców kryzysu finansowego (2)

listopad 22, 2009 - autor: niss26an49

5. Rządy, które dały przyzwolenie na ryzykowne kredyty hipoteczne

Administracje rządowe w USA, zarówno republikańska, jak i demokratyczna, pomogły stworzyć  rynek dla ryzykownych (subprime) kredytów hipotecznych. Dążenie do tego, aby zapewnić własność domu dla jak największej liczby niezamożnych mieszkańców w USA, było  bezpośrednim powodem eksplozji wzrostu liczby udzielonych ryzykownych kredytów hipotecznych.  Generalnie należy przyznać, że to właśnie  administracja rządowa wielokrotnie była inicjatorem skreślania  tych przepisów, które krępowały banki i  firmy ubezpieczeniowe do wprowadzania innowacji i możliwości kreatywnego traktowania ich bilansów. Przekonanie, że rynek sam będzie korygował i oczyszczał się z nieprawidłowości było wielkie w neoliberalnych kręgach rządowych Zachodu.

Motyw był prosty. Zakładano, że im mniej przepisów regulacyjnych i rygorystycznej kontroli, tym dany kraj jest bardziej atrakcyjnym miejscem inwestowania dla sektora finansowego. Oto jest i wyjaśnienie spektakularnego rozwoju Londyńskiego City, ale również Amsterdamu, jako europejskich centrów finansowych. Rządy lubią centra finansowe. “Oni są czyści, otoczeni zielenią, dają pracę mężczyznom ale także kobietom, płacą  podatki, w dodatku często są sponsorami różnych imprez i uroczystości” -  tak to ocenił holenderski ekonomista, Willem Buiter.

Instytucje finansowe mają tendencję do poszukiwania takich dróg, gdzie napotykają na najmniejszy opór. Żaden rząd nie  sprzeciwił się tworzeniu wielkich molochów bankowych. Wręcz przeciwnie,  rządy bardzo dbały o  dobre układy z krajowymi jak i wielonarodowymi potentatami  bankowymi. Wzajemne współzależności w systemie finansowym w ostatnich latach tak bardzo wzrosły, że niemal każda instytucja stała się częścią układu,  uzależnioną od systemu. Globalny chaos, który powstał we wrześniu 2008 roku, gdy administracja USA świadomie przyzwoliła na upadek amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers, dobitnie o tym świadczy.

6. Agencje ratingowe, które zareagowały zbyt późno

Moody’s, Fitch i Standard & Poor’s,  tzw.”banda trojga”,  oceniały pakiety złożonych, kompleksowych produktów finansowych znaczkiem  „potrójne A”. Ale jako agencje ratingowe, oceniające wiarygodność kredytową, nie informowały jasno i precyzyjnie, że  jedna ocena 3XA nie   znaczy to samo, co inna ocena 3XA.  Zareagowali dopiero na początku 2007 roku, kiedy pojawiły się informacje o pierwszych trudnościach na rynku z obligacjami hipotecznymi.

„Banda trojga” bogaciła się na wydawaniu ocen  ratingowych dla produktów strukturyzowanych  i byli od tego bardzo uzależnieni.  Im wyżej dany produkt  był oceniany, tym więcej był wart na rynku i tym wyższe było wynagrodzenie dla oceniającego. Ich usługi  były opłacane z kasy instytucji, które zajmowały się tworzeniem i rozwojem tych produktów finansowych. Innymi słowy – od sprzedawców tych produktów.

7. Konsumenci, którzy chcą mieć coraz więcej

Sprzedawcy, oferujący produkty finansowe, mieli możliwość taką, że jeśli nie uzyskali oceny ratingowej dla swego produktu w jednej agencji, udawali się do drugiej, która taką ocenę wydawała. Doprowadziło to do tego, że agencje ratingowe stały się zbyt przyjazne dla swoich klientów, w obawie, aby ich utrzymać  przy sobie.

Prawie wszyscy, bez wyjątku,  ślepo ufali ocenom,  wydawanym przez agencje ratingowe, zarówno twórcy produktów jak też i inwestorzy, którzy je nabywali. Pomimo tego, że opinia odnośnie wiarygodności kredytowej w rzeczywistości jest opinią pomocniczą (dodatkową) dla oceny wymyślonego produktu, to na Wall Street oraz na Londyńskim City,  oceny agencji ratingowych były uznawane  jak „list żelazny”.

Po II wojnie światowej konsumpcja masowa była motorem rozwoju  gospodarki Zachodu. Materializm stał się standardem, system kapitalistyczny umożliwił obywatelom, że mogą być szczęśliwi i aby utrzymać „silnik w ruchu” , ludzie  zaczęli się masowo zadłużać.

W USA,  zadłużenie osób prywatnych wzrosło prawie dziesięciokrotnie : od 1 396 mld US$ w 1980 do ponad 13 815 mld US$ dolarów na koniec 2007 roku. W Holandii  dług ten wzrósł prawie siedmiokrotnie : zadłużenie gospodarstw domowych wynosiło 108 mld euro na początku lat dziewięćdziesiątych i  wzrosło do 680 mld euro w 2007 roku.

Czy nie byłoby lepiej , gdyby Amerykanie lub Holendrzy, przed kupnem domu na ryzykowny kredyt hipoteczny, najpierw dwa razy dobrze się zastanowili nad konsekwencjami swego postępowania ? Ale jak wynika z  przeprowadzonych badań, znajomość produktów finansowych wśród konsumentów,  jest od lat znikoma.  A banki i ubezpieczyciele  chciały dobrze –  chętnie spełniały potrzeby i życzenia konsumentów.

W swojej książce Super Capitalism z 2007 r., amerykański ekonomista Robert Reich napisał, że  człowiek nie posiada dwu dusz w jednej piersi, jak o tym pisał Goethe w swoich wierszach, ale cztery dusze. Każdy człowiek jest zarówno konsumentem, inwestorem, pracownikiem i obywatelem. Te dwie ostatnie dusze często ustępują na rzecz pierwszej pary. Demokracja,  według Roberta Reicha, stała się ofiarą nieokiełznanego materializmu.

Pośrednio i nieumyślnie, konsument stał się siłą napędową powstania kryzysu kredytowego. Kiedyś banki opracowały koncept produktów strukturyzowanych, które objęły te wszystkie kredyty hipoteczne i pożyczki dla konsumentów. Zostało to przepakowane i sprzedane dalej, ale już z mniejszym, jak im się wydawało, ryzykiem.  W ten sposób  mogli pożyczyć pieniądze dla znacznie większej liczby osób. Dopiero później okazało się, że  ta strategia rynkowa wymknęła się się spod kontroli. Za to stała się dobrym sposobem na zarobek wielkich pieniędzy przez pracowników i menadżerów korporacji finansowych.

Teraz, wiele instytucji finansowych na Zachodzie, może być  dalej utrzymanych przy życiu, wyłącznie dzięki miliardom  pomocy rządowej.  A więc z pieniędzy płacącego podatki obywatela. To on musi się teraz troszczyć się o lekkomyślnego konsumenta, który nabrał kredytów i nie może ich spłacić. Często podatnik i lekkomyślny konsument to ta sama osoba.

Tekst nie jest dosłownym tłumaczeniem artykułu z NRC Handelsblad,  autorstwa Egberta Kalse en Daana van Lenta, opublikowanego  8 kwietnia 2009 roku,  tekst zmieniony 2 pażdzernika 2009., „Zeven hoofdrolspelers van de crisis” .

Siedmiu głównych sprawców kryzysu finansowego

listopad 21, 2009 - autor: niss26an49

Kto jest głównym odpowiedzialnym za powstanie kryzysu finansowego w na świecie w 2008 roku ? Kto był  jego inicjatorem ?

Czy był to Alan Greenspan, który prawie przez dwie dekady, jako szef  amerykański banku  centralnego, prowadził politykę  taniego pieniądza i niskich stóp procentowych?A może był nim  Nout Wellink, prezes Banku Holandii, ale również przewodniczący Komitetu Bazylejskiego, który odpowiada za przygotowanie międzynarodowych zasad, regulujących działalność bankową.  A może jest to Lewis Ranieri, który w 1975 r. zainicjował handel obligacjami hipotecznymi, które trzy dekady później  uznano jako  ”toksyczne”  aktywa, które podważyły bilanse największych banków na świecie ?

A może głównymi winowajcami, odpowiedzialnymi za wybuch kryzysu, są nienasyceni konsumenci na Zachodzie, korzystający w nadmiarze z kredytów hipotecznych, kart kredytowych i wierzący w  nastanie wiecznej ery zamożności i dobrobytu ?

Poszukiwanie winnych ciągle trwa. Kim są sprawcy największego kryzysu na świecie od czasu Wielkiego Kryzysu z lat 30 ? Czy kryzys ten został spowodowany przez przypadek albo też, powstał wskutek świadomego spisku ?

Ten ostatni pogląd reprezentuje np. Nicolas Taleb Nassim, autor bestsellerów takich jak “ Black Swan.” Widzi on powstanie kryzysu kredytowego jako efekt  świadomych działań przestępczych bankierów, którzy pogrążyli cały świat kapitalistyczny w chaosie. Zachęceni  wielkimi premiami finansowymi, ukrywali oni ryzyko, a nawet więcej, przekazywali podwładnym takie techniki zarządzania ryzykiem kredytowym, które nie działały odpowiednio lub nie działały w ogóle.

A może kryzys powstał w wyniku przypadkowego zbiegu okoliczności? Jeśli tak, to kto w tym uczestniczył? Kto odgrywał główna rolę ?

1.Bankierzy inwestycyjni jako uniwersalni władcy

Począwszy od lat osiemdziesiątych, samozwańczo, bankierzy inwestycyjni nazywali siebie jako Masters of the Universe, swoiste katalizatory w rozwoju  kapitalizmu akcyjnego.  Także i obecnie, tworzą  oni pomost między właścicielami (inwestorami) a rynkami kapitałowymi.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat, banki inwestycyjne  były zaangażowane i brały  udział w kilku kryzysach, takich jak  np. krach na giełdzie w październiku 1987. To one napompowały balon ze spółkami internetowymi, wprowadzając je na giełdę na początku lat dziewięćdziesiątych. Po  blisko dekadzie, pod koniec lat dziewięćdziesiątych okazało się, że przedsiębiorstwa te nie miały takiej wartości, jak to prezentowano w fałszywych raportach analityków giełdowych, często powiązanych z bankami, i balon ten musiał pęknąć. Były też banki, które pomogły takim firmom jak Enron i Parmalat  w stworzeniu pozalbilansowych struktur gospodarczych, w celu przykrycia  wielkich defraudacji finansów korporacyjnych, w celu wykazania zwiększonych zysków w sprawozdaniach, za pomocą tzw. kreatywnej księgowości, co doprowadziło do ich bankructwa i utraty  pracy oraz oszczędności emerytalnych przez wiele tysięcy ludzi w USA.

Bankierzy inwestycyjni, swoimi działaniami, nigdy bezpośrednio nie zagrozili samemu systemowi bankowemu, szerokimi garściami korzystając z  bonusów i premii. Trwało to aż do  2007 roku. Banki inwestycyjne zaczęły wierzyć, że za pomocą złożonych produktów finansowych,  takich jak obligacje hipoteczne i instrumenty pochodne (derywaty), zdołają zmniejszyć ryzyko kredytowe, związane ze zwiększoną akcją kredytową. W rezultacie, w cały system finansowy można było wpompować więcej kredytów,  a świat Zachodu mógł nadal dobrze  żyć na kredyt.  W rzeczywistości, te ich poczynania przyczyniły się do rozprzestrzenienia ryzyka kredytowego na skalę globalną i kiedy nastąpił kryzys, dotknął on wielu krajów i wielu milionów konsumentów.

Same banki inwestycyjne zostały mocno ukarane ciężkim kryzysem. Lehman Brothers zbankrutował, Merrill Lynch i Bear Stearns nie miały wyboru, jak tylko przyłączyć się do wielkiego banku komercyjnego. Banki  inwestycyjne Goldman Sachs i Morgan Stanley zmuszone zostały do połączenia i utworzyły  normalny bank depozytowy.

2.Banki jako finansowe paliwo dla gospodarki

Banki tradycyjnie, od wielu stuleci, pełniły i nadal pełnią rolę strażników przepływu płatności, opiekunów gromadzonego bogactwa oraz,  poprzez udzielanie kredytów, dostawców paliwa finansowego dla gospodarki.

Rob Hazelhoff, prezes banku ABN w latach osiemdziesiątych mówił stale, że akcje bankowe są warte tyle, ile jego zobowiązania wobec klientów (depozytariuszy), z dodatkiem lukru.

Ale już z początkiem lat dziewięćdziesiątych, banki zaczęły działać nad zwiększeniem tej porcji lukru. Zaczęły dążyć do zwiększania zyskowności, aby poprzez wzrost cen akcji, przyciągnąć większą liczbę akcjonariuszy. Sami z tego brali obficie, korzystając z opcji na  akcje i nagród za dobre wyniki zarządzania, bo ceny akcji ciągle rosły. Interesy akcjonariuszy (właścicieli) banków  stały się ważniejsze od dbałości o interesy klientów.

Maksymalizacja zysku

W jaki sposób bankierzy  zwiększali rentowność ? Głównie poprzez stymulowanie wzrostu bankowości inwestycyjnej i komercyjnej. Banki europejskie chciały stworzenia Banku uniwersalnego, który byłby zdolny do świadczenia różnych usług pod jednym dachem.  W latach 90-tych żywiołowo zaczęto wprowadzać w życie koncepcję „bankassurance”, to jest połączenia pod jednym dachem działalności bankowej i ubezpieczeniowej, a w szczególności ubezpieczeń na życie i emerytalnych, których rozwój miał zabezpieczyć dopływ kapitałów na rynki finansowe. Tradycyjna działalności bankowa przynosiła stabilne, ale niezbyt wysokie zyski. Akcjonariusze uważali, że przez rozwój bankowości inwestycyjnej mogą spodziewać się większej rentowności z ich kapitałów. Tak myśleli przez dość długi okres czasu.

Zaczęli działać  ze zbyt dużym ryzykiem. Za pożyczone pieniądze  zaczęli łatać dziury, w celu zrównoważenia bilansu, a także  tworzyć skomplikowane, złożone instrumenty pochodne. Mistrzem w tej dziedzinie był bank ABN-AMRO. Albo też, korzystając z tego, że mogły pochwalić się dużą rentownością, kupowały depozyty, tak jak to robiły banki FORTIS i ING.

3. Parabanki

W ostatnich dziesięciu latach,  system instytucji finansowych na Zachodzie funkcjonował w taki sposób, aby uniknąć nadmiernej regulacji. Powołano do życia  parabanki, do których zaliczono mn. także fundusze hedgingowe, fundusze inwestycyjne tzw.private equity, spółki finansowe  i inwestycyjne,  w skrócie zwane SPV lub SIV,  w których banki  mogły „parkować”, poza swym oficjalnym bilansem, wiele ze swoich aktywów w formie różnych, najczęściej złożonych, instrumentów inwestycyjnych.

Wspólną cechą instytucji parabankowych było to, że ich działalność finansowana była przede wszystkim z pożyczonych pieniędzy. Organy nadzoru finansowego przeważnie słabo orientowały się, co robią instytucje parabankowe i jakimi kapitałami na rynku finansowym one obracają. A  obracały one kapitałami o wartości  wielu bilionów $ USA. W ten sposób przyczyniły się one do nadmuchania bańki spekulacyjnej. Te pozabilansowe instytucje parabankowe, wkrótce po wybuchu kryzysu finansowego zbankrutowały, i w ten sposób, ich właściciele, czyli banki, zostały zmuszone do ujęcia w swoich bilansach ich „zatrutych” aktywów.  Następnie spółki finansowe i fundusze inwestycyjne zaczęły przekształcać się w banki, wystąpiły o przyznanie  licencji na prowadzenie działalności bankowej w USA, oczekując  w zamian pomocy finansowej ze strony rządu.

Według wielu szacunków, jedna trzecia do połowy wszystkich funduszy hedgingowych nie przetrwała kryzysu. Jeśli chodzi o prywatne spółki kapitałowe (private equity), to oczekuje się, że uderzenie w nie jeszcze  nadejdzie. Ci, którzy przetrwają kryzys, będą  poddani surowszym regułom nadzoru i będą zmuszeni do prowadzenia działań bardziej transparentnych, tak jak o tym zdecydowano na ostatnim szczycie G20 w Londynie.

4.Nadzór finansowy  i jego zaufanie do samoregulacji

Błędy, popełnione przez instytucje rządowe, powołane do pełnienia nadzoru nad rynkami finansowymi, obecnie chętnie wytykane przez różnych krytyków, można streścić w trzech słowach:  samoregulacja, hazard moralny i tani pieniądz.

Samoregulacja nie jest wyłącznie obiektem ich zainteresowania, ale także państwa, jako głównego regulatora. Ale organy nadzoru zbytnio ufały w zdolność do samokontroli  i samoregulacji  sektora finansowego, nie bardzo więc wnikały, czy jego działalność jest zgodna z wieloma przyjętymi  uregulowaniami prawnymi. Wykazywały znikomą aktywność w dziedzinie śledzenia nieprawidłowości i przekroczeń prawa.

Hazard moralny to fenomen polegający na tym, że bankierzy korzystali z pokusy akceptacji większego ryzyka niż to było uzasadnione, ponieważ wiedzieli, że w razie  niepowodzenia lub klęski, będą mogli liczyć na wsparcie ze strony banku centralnego.

Tani pieniądz – to polityka stóp procentowych Alana  Greenspana. Była ona ważną, kto wie, czy nie najważniejszą przyczyną nadmuchania balonu spekulacyjnego. Na początku 21 wieku, po  tzw.kryzysie  dot.comów, stopy procentowe w USA zbyt długo były utrzymywane na bardzo niskim poziomie. Było to możliwe dzięki napływowi na Zachód  setek mld US$ oszczędności z Azji, głównie z Chin. Doprowadziło to do kolosalnego wzrostu płynności finansowej banków i mogły one, w USA przede wszystkim, ale także w innych krajach Zachodu, udzielać tanich kredytów, wręcz gratisowych.

A co zrobił nadzór bankowy,aby zapobiec nadmiernemu  „nadmuchaniu”  ich bilansów, poprzez niespotykany wzrost dynamiki akcji kredytowej ?  Wymagania co do poziomu kapitałów własnych, ustalone w tzw. porozumieniu BASEL 1, były  niewystarczające. Z tego powodu, ustalono nowe, wyższe wymagania w  porozumieniu BASEL-2, ale niestety, zostały one wprowadzone zbyt póżno. Przedstawiciele  instytucji nadzoru finansowego twierdzą, że często w przeszłości wskazywali na zbyt gwałtowne tempo wzrostu obligacji hipotecznych i kredytowych instrumentów pochodnych, ale ich interwencje były nieskuteczne, ponieważ  zbyt nisko oceniano  możliwy poziom ich dalszego wzrostu oraz obawiano się, że drastyczne kroki z ich strony mogą przyczynić się do obniżenia  stopy wzrostu gospodarczego oraz poziomu życia obywateli. Cdn

Reforma emerytalna – na czym polega jej stopniowy demontaż ?

listopad 14, 2009 - autor: niss26an49

Wiele osób w 1999 zapisało się do OFE, bo taki obowiązek nakładała na nich ustawa (osoby urodzone przed 1969 rokiem). Pozostali, którzy mieli prawo wyboru  pozostania w starym systemie ZUS lub przystąpienia do  tzw.II filaru (OFE) – zrobiły to, kierując się głównie przekonaniem, że zgromadzone przez nich środki na przyszłą emeryturę będą mogły być dziedziczone. Oznaczało to, że jeśli emeryt nie wykorzysta ich w całości po przejściu na emeryturę,  to pozostałość pieniędzy na koncie emerytalnym dostaną osoby przez niego uposażone, tojest współmałżonek, dzieci lub inna rodzina.Takie rozwiązanie było głównym  motywem kampanii reklamowej i  kosztownych działań marketingowych, prowadzonych przez poszczególne PTE oraz Urząd Nadzoru  Ubezpieczeniowego , którym kierowała Pani Lewicka, w randze wiceministra. Podstawowe szkolenia prawników i kadry menadżerskiej z PTE odbywały się w ww. urzędzie, a następnie, w centralach PTE, organizowano szkolenia dla kadr, zajmujących się sprzedażą –inaczej mówiąc, werbunkiem klientów do konkretnych OFE.

W grudniu 2008 roku Sejm uchwalił, a następnie prezydent RP, Lech Kaczyński podpisał, ustawę o emeryturach kapitałowych, na mocy której wprowadzono rozwiązania przeciwne do założeń reformy emerytalnej z 1999 roku. Bowiem nie będzie emerytur małżeńskich ani dziedziczenia pieniędzy gromadzonych na indywidualnych kontach w OFE. Przyjęta ustawa nie przewiduje zapowiadanych uprzednio przez rząd emerytur małżeńskich i wyklucza dziedziczenie zgromadzonych przez lata środków pieniężnych w OFE. Ale ktoś z tych pieniędzy na pewno skorzysta. Tylko dlaczego nie najbliżsi emeryta?

Oszczędności przepadają

Ustawa mówi o dwóch rodzajach emerytur: okresowej i dożywotniej. Do pierwszej z nich będą uprawnione kobiety, które ukończyły 60. rok życia i zgromadziły w II filarze przynajmniej 20-krotność dodatku pielęgnacyjnego (w minionym roku wynosił on 163 zł). Emerytury okresowe będą co roku waloryzowane. Po osiągnięciu wieku 65 lat kobiety, razem z mężczyznami w tym wieku, będą przechodzić na emeryturę dożywotnią. Ta, niestety, nie będzie już waloryzowana.Pozostanie liczyć na wysokie zyski naszego funduszu emerytalnego, które mają ewentualnie zwiększać wysokość przyszłego świadczenia.

Co w sytuacji śmierci płacącego składki, jeśli umrze on przed osiągnięciem wieku emerytalnego ? Generalnie oceniając, ustawa stanowi, że  oszczędności te przepadają na rzecz ZUS, czyli Skarbu Państwa. Bowiem zgromadzone środki nie mogą  być dziedziczone przez współmałżonka nawet w przypadku, jeśli emeryt osiągnie wiek emerytalny, ale umrze jeszcze przed wypłaceniem pierwszej emerytury.Wcześniej były pomysły, żeby wprowadzić dziedziczenie emerytury, ale obecna ekipa z PO i PSL uznała, że byłoby to zbyt kosztowne dla budżetu. Trochę inaczej wygląda sytuacja,jeśli śmierć nastąpi w ciągu trzech lat od wypłacenia pierwszej emerytury.Wtedy, owszem, jest szansa na otrzymanie przez najbliższych tzw. wypłaty gwarantowanej. To jednorazowe świadczenie. Jego wysokość będzie zależała od daty śmierci emeryta. Jeśli śmierć nastąpi miesiąc po pobraniu pierwszej emerytury, wówczas wypłacona składka zostanie pomniejszona o 1/37. Każdy kolejny przeżyty miesiąc oznacza spadek wysokości ewentualnej wypłaty gwarantowanej o kolejną 1/37. Emeryt może wskazać osobę (uposażonego), która po jego śmierci ma otrzymać takie świadczenie. Jeśli tego nie zrobi, wystąpi domniemanie, że tą osobą jest jego współmałżonek.

Wypłata gwarantowana nie zmienia faktu, że gromadzone przez lata środki pieniężne w większości przypadków pozostaną poza zasięgiem najbliższych na wypadek śmierci emeryta. No bo jeśli umrze on tydzień przed wypłatą pierwszej emerytury (a osiągnie już wiek emerytalny), to ponad 30 lat „oszczędzania” przechodzi koło nosa jego najbliższym. Podobnie jeśli śmierć nastąpi po trzech latach pobierania przez niego emerytury. Wygląda więc na to, że „najbezpieczniej” dla żony jest, jeśli mąż umrze między 65. a 68. rokiem życia. W innym wypadku może zapomnieć o korzystaniu z pieniędzy, które przecież tworzyły dotąd część ich wspólnoty majątkowej.

Brak emerytury małżeńskiej dotknie przede wszystkim kobiety. Nie tylko dlatego, że statystycznie mężczyźni żyją krócej. Również dlatego, że zwłaszcza w polskich warunkach, to kobieta ma większe przerwy w pracy, a więc gromadzi w II filarze mniej środków. Wcześniej przechodzi na emeryturę, więc dodatkowo jej emerytura jest niższa. Świadomość zabezpieczenia na wypadek śmierci męża powodowałaby większy psychiczny komfort w podejmowaniu decyzji o rozwoju kariery zawodowej, z uwzględnieniem planowania powiększenia rodziny i wychowania dzieci. Pozostawienie jej bez pieniędzy z OFE po mężu tylko dlatego, że ten zmarł trzy lata za późno lub tydzień za wcześnie, ma nie tylko niewiele wspólnego z polityką prorodzinną, ale po prostu ze zwykłą sprawiedliwością.

Nie ma wątpliwości, że na takim kształcie prawa skorzystają głównie instytucje finansowe, przede wszystkim fundusze emerytalne, należące głównie do międzynarodowych korporacji finansowych.. Już dziś dysponują one ogromnymi kapitałami, które w znacznej części rosną także dzięki dużym kosztom obsługi, opłacanych z naszych środków. Czy potrafilibyśmy sami lepiej zaoszczędzić na swoją emeryturę? Nie ma wątpliwości, że tak. Wystarczy przywołać niedawne wyniki dochodzenia Komisji Nadzoru Finansowego. Okazuje się, że od 1999 roku fundusze zarobiły na naszych pieniądzach ponad 24 mld zł. I byłoby pięknie (bo to miało przekładać się na naszą emeryturę), gdyby nie fakt, że tylko wciągu ostatniego roku straciły niemal całą tę kwotę!

Przyjęta ustawa jest, niestety, kolejnym przykładem wprowadzania dziwnie rozumianej solidarności. System w obecnym kształcie ma zabezpieczać emerytury kolejnym pokoleniom. Niestety, kosztem własnej rodziny. W rzeczywistości natomiast gwarantuje funduszom emerytalnym dysponowanie potężnymi sumami, bez realnych właścicieli.

Z ubolewaniem należy podkreślić, że przyjęta ww. ustawa, burząca podstawy i motywację do oszczędzania na emeryturę u milionów oszukanych Polaków, spotkała się z nikłym zainteresowaniem w polskich mediach. Również tzw. znani polscy analitycy i ekonomiści, często w przeszłości pracujący na rzecz instytucji-właścicieli OFE, takich jak ING, CU, Amplico Life (AIG) oraz innych, rzadko wypowiadali się krytycznie o rozwiązaniach ww. ustawy.

Kuriozum owej reformy dopełnił Sąd Najwyższy, orzekając w 2008, iż składki OFE nie należą do jego członków, tylko do “systemu emerytalnego”. Jest zatem oczywistym faktem, że jeśli coś do nas nie należy, to nie można z tego tytułu spodziewać się gwarantowanych prawem własności, wypłat świadczeń w emerytalnych, adekwatnych do zgromadzonych środków na indywidualnym koncie przyszłego emeryta w OFE.

Inna reakcja nastąpiła w ubiegłym tygodniu, kiedy ministrowie Rostowski i Fedak ogłosili plany zmniejszenia przekazywanej składki do OFE z dotychczasowych7,3 % do 3 %. De facto zapowiedzieli, że zabiorą pieniądze z OFE.  Wówczas gremialnie odezwali się obrońcy pogrzebanej wcześniej, wskutek wejścia w życie ustawy o emeryturach kapitałowych, reformy emerytalnej, opartej na OFE. W mediach trwa niesłychana wrzawa w obronie OFE.

Minister Rostowski zapowiedział cięcia w zobowiązaniach Skarbu Państwa wobec OFE. Składka na OFE ma spaść z 7,3 % do 3 %. Ekonomiści wskazują krytycznie, że różnica pozostanie w kieszeni rządu, a nie podatników. Wylicza się zagrożenia,wynikające ze skoku na OFE  przez rząd, szczególnie pod katem stabilności na rynku finansowym. Zmniejszenie składki na OFE może spowodować zniszczenie zarówno rynku długu jak i rynku akcji. Bo jeśli rząd niewłaściwie przeznaczy tak uzyskane środki i nie trafią one do naszych kieszeni, do gospodarki i na rynek finansowy, nastąpi załamanie w procesach kreowania kapitału, a w konsekwencji, zagrożenie dla wzrostu PKB i realne zmniejszenie dochodów podatkowych. Może nastąpić wstrząs na rynku obligacji państwowych. Ze względu na mniejszy popyt na papiery rządowe, ich rentowność może rosnąć w krótkim, średnim i długim okresie, co zwiększa ryzyko wyprzedaży na tym rynku i może doprowadzić do trudności w zbywaniu kolejnych transzy długu państwowego. Tym samym może zwiększyć się też koszt kapitału.

Papiery dłużne, których nie kupią OFE, prawdopodobnie zakupią banki. W ten sposób banki będą miały mniej środków na kredytowanie przedsiębiorstw i klientów indywidualnych. Konsekwencją mogą być zatory płatnicze w realnej gospodarce. Należy zakładać, że OFE będą inwestować pomniejszone składki w podobnych proporcjach jak do tej pory, to znaczy dzielić je między rynek dłużny i akcji, aby ograniczyć ryzyko inwestycyjne, zgodnie z wymogami sztuki inwestowania.Warszawska Giełda, z powodu niższego napływu inwestycji, zatraci swą atrakcyjność dla polskich przedsiębiorstw, szukających finansowania swego rozwoju na giełdzie.

W tym miejscu należy podkreślić, że oświadczenie ministra Rostowskiego nastąpiło w momencie, kiedy Skarb Państwa wystawił na sprzedaż GPW. Należy oczekiwać, że projekcje finansowe i oferty potencjalnych inwestorów mogą być  niższe od oczekiwanych .Zapowiedziane zmiany  mogą też uzależnić Polskę od konieczności finansowania naszego długu wewnętrznego za granicą,. Co może zwiększyć ryzyko gwałtownych zmian kursu polskiej waluty.

Z ubolewaniem należy stwierdzić, że kolejny polski rząd, osłabia znaczenie gospodarcze  ważnych instytucji w systemie finansowym państwa, aby tylko zaspokoić  bieżące potrzeby budżetu, bez  uwzględnienia długoterminowego interesu ogółu  podatników, i interesu społecznego, polegającego na stabilizacji rozpoczętych niedawno reform.

I nie należy się dziwić, że rząd wroku 2009, postanowił zrobić skok na kasę samych OFE. Jeśli w grudniu 2008 roku udało się, aby 13 milionów pracowników pozbawić ich własnych pieniędzy, zgromadzonych na kontach w OFE, i to prawie bez protestów z ich strony, to dlaczego nie można spróbować tego samego posunięcia wobec kilkunastu instytucji finansowych, które pełniły rolę pośrednika w gromadzeniu i inwestowaniu składek. Tego rodzaju działanie,niekiedy nazywane potocznie „zaborem mienia” (oczywiście po pretekstem troski o przyszłych emerytów), może pozwolić jeszcze, aby  przedłużyć, choć o parę lat, obecne rządy POPiSu, wygrać kolejne wybory, w tym i te prezydenckie, a potem „jakoś to będzie” lub inaczej, potem to się  dokona „nowej reformy”, także w imię „ dobra przyszłych emerytów”.

Zwykłych obywateli, członków OFE, nie powinna w ogóle obchodzić ta  ostatnia awantura na linii rząd-OFE,  zwłaszcza, że nie dotyczy ona już pieniędzy, będących własnością emerytów. Im pozostanie jedynie nadzieja, że być może w przyszłości do władzy w RP dojdzie inny rząd, który odda członkom OFE zagrabione przez “system” składki, aby oni sami mogli zadbać o swoją emeryturę. Z chwilą gdy środki te trafią z kont OFE do ZUS, ich ewentualne odzyskanie nie będzie już praktycznie możliwe.

Glenn Gould & Johan Sebastian Bach – The Seasons of Life

październik 23, 2009 - autor: niss26an49

Glenn Gould & Johan Sebastian Bach – Pory życia.

Glenn Gould & Johan Sebastian Bach – The Seasons of Life.
Glenn Gould performs music of Johan Sebastian Bach – Goldberg Variations (1). The last part of the video (Winter) comes from the movi of director Francois Girard – Thirty Two Short Films about Glenn Gould.

More music of  Glenn Gould and documentaries about his life and artistic performances you can find on my website : CQClassical on Google

http://sites.google.com/site/cqclassical

Afera podsłuchowa dziennikarzy – “Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka”.

październik 19, 2009 - autor: niss26an49

W opinii znacznej części internautów, komentujących wydarzenia krajowe, dziennikarze, oburzeni na fakt, że ABW podsłuchiwała ich rozmowy telefoniczne – Bogdan Rymanowski z TVN24 i Cezary Gmyz z „Rzeczpospolitej”, znani są z tego, iż w swojej działalności medialnej stosują różne metody manipulacji, chętnie korzystając z materiałów, dostarczonych im przez służby specjalne za pomocą tzw. przecieków. Znaczna część opinii publicznej uważa, iż pełnią oni rolę rzeczników prasowych partii PiS. Redaktor C. Gmyz,ostatnio, zasłynął jako publicysta „przecieków” z podsłuchów CBA,wykorzystanych jednoznacznie przeciwko czołowym politykom z PO. Natomiast red.Rymanowski, prowadząc swój program w TVN24, odbierany jest przez wielu widzów jako dziennikarz, życzliwie prezentujący poglądy prawicowe, zgodne z partyjnym zapotrzebowaniem i programem PiSu. Nie przyjęli oni do wiadomości wyjaśnień prokuratury i ABW,rzecznika rządu czy nawet posła Kalisza z SLD, że działania te mają podstawę prawną. Zgodnie z tymi wyjaśnieniami, był to tzw. podsłuch procesowy, w którym C. Gmyz i B. Rymanowski byli rozmówcami osoby podsłuchiwanej, a niezawisły sąd, a nie ABW, zdecydował o wykorzystaniu materiałów, zebranych podczas podsłuchu jako dowodów procesowych. Należy wszak zaznaczyć z naciskiem, że ABW i prokuratura nie uszanowały prawnej zasady ochrony tajemnicy dziennikarskiej i winny były już dawno, protokolarnie zniszczyć materiały z podsłuchu ww dziennikarzy, zanim one trafiły do akt sądowych w sprawie cywilnej funkcjonariusza ABW, ppłk J. Mąki. Wydaje się, że afera „podsłuchowa” jest kolejną ilustracją tezy, że w Polsce mamy problemy z elementarnym przestrzeganiem praworządności, mimo iż realny socjalizm,potocznie zwany komunizmem, skończył swój żywot 20 lat temu. Policja, ABW, IPN,CBA , a także i niektórzy dziennikarze, oraz niemała część opinii publicznej –nie przywykli do przestrzegania praworządności. Syndrom homo-sovieticusa jest nadal wszechobecny w życiu publicznym w Polsce, chociaż główni aktorzy, jako żywo, zapierają się, że nie mają z tym typem nic wspólnego. Poglądy wywodzące się z tradycji ideowych czekistów, aby brać ludzi „za twarz”, zwiększać kary, dotkliwiej represjonować, dłużej przetrzymywać w aresztach, także tzw. „wydobywczych”, są w Polsce nadal popularne. Kariera i popularność ministra Ziobro są tego ewidentnym dowodem. Po 1989 roku, każdy nowy rząd stara się zmieniać prawo w taki sposób, aby zwiększać uprawnienia policji oraz służb specjalnych, do stosowania różnych środków represji lub kontroli wobec obywateli. Utworzono CBA – kilkuset funkcjonariuszy, z budżetem rocznym 110 mln zł (oficjalnie). Powstał IPN, z rozbudowanym pionem śledczym (kilkudziesięciu prokuratorów), którzy głównie zajmują się lustracją i ściganiem tzw. zbrodni komunistycznych. Nie słyszałem, aby mogli się poszczycić sukcesami w ściganiu zbrodniarzy wojennych, zarówno tych z NKWD czy też z UPA, o zbrodniach niemieckich nie wspomnę.. Innym przykładem jest ustanowienie przepisów, dających prawo policji strzelania do osoby podejrzanej bez ostrzeżenia; wprowadzenie możliwości podsłuchów 5-dniowych bez uprzedniej zgody sądu, które w praktyce mogą być przedłużane i utrzymywane tak długo, jak jest to służbom wygodnie. Każdy widzi, że wypaczenia w działaniu służb zaczynają się na poziomie policyjnej drogówki a kończą na służbach specjalnych. Podczas rządów PiSu, w latach 2005-2007, było kilka przypadków śmierci osób, przesłuchiwanych na posterunkach policji. Sam czytałem w prasie o co najmniej 3 takich przypadkach. Dążenie służb do osiągania jak najlepszych wyników statystycznych powoduje, że walka z przestępczością przybiera nieraz formy spektakularnych łapanek lub pokazów medialnych. Nie liczy się stan bezpieczeństwa na drogach, tylko ilość wypisanych mandatów.Statystyka i PR .A jak, przy okazji, „ ugotuje się” jakiegoś polityka lub dziennikarza, najlepiej z opozycji, to można z pewnością liczyć na pochwały przełożonych. Mamy, niestety w Polsce, wiele tzw. świętych krów, wobec których stosuje się inną miarę niż wobec “zwykłych obywateli”. Pierwszą grupę stanowią parlamentarzyści, prokuratorzy i sędziowie, którzy posiadają immunitet. Dziennikarze, nie wiedzieć czemu, także uzurpują sobie prawo do szczególnego traktowania, w zakresie podobnym, lub nawet większym niż immunitet sędziów, tyle, że nie zapisanym ustawowo. Obecnie dziennikarze, nie tylko wspomniani wyżej, po wykryciu podsłuchów, mówią o szoku i o łamaniu elementarnych praw człowieka. Kiedy zaś w przeszłości, dostawali z CBA lub z IPN, a więc z instytucji opanowanych do dziś przez PiS, stenogramy prywatnych rozmów lub pozbawione wartości dowodowej „kwity”, produkując oszczerstwa, zadające ludziom śmierć cywilną, często niszcząc ich życie zawodowe i osobiste – puszczali je 100 razy dziennie w eter, w imię uprawiania tzw. wolnego dziennikarstwa. Według nich wolnego, bo zwolnionego od odpowiedzialności za skutki swoich poczynań, prowadzonych często na granicy prawa, jak chociażby słynna akcja kradzieży danych z IPN przez red.Wildsteina. Może teraz, kiedy na własnej skórze poznali, jak to boli, panowie Rymanowski i spółka będą bardziej dbali o rzetelność i przestrzeganie zasad etycznych w działalności dziennikarskiej ? Niektórzy dziennikarze nadal wykonują wyroki na ludziach, na wzór sądów tzw. kapturowych.Długo można by wymieniać przypadki ludzi i afer,będących zwykłymi polowaniami na ludzi. Najbardziej znane mi przypadki to nagonki: na Cimoszewicza i wymyślona przez czekistów z PO afera z Jarucką ; następnie udane polowanie na abp.Wielgusa, przeprowadzone przez niektóre media, z cichym poparciem pałacu prezydenckiego, przy pomocy dostarczonych z IPN materiałów, jak się póżniej okazało – w większości sfałszowanych w czasach PRL przez Dep.I MSW. Polowanie na działaczy SLD przez czekistów pisowskich, którego ofiarą padła także Barbara Blida. IPNowska nagonka na Lecha Wałęsę. Nagonka na funkcjonariuszy WSI, wobec których, po 3 latach,nie znaleziono żadnych dowodów popełnienia przestępstw – wszystkie dochodzenia prokuratorskie zostały umorzone. Mimo tego, obecnie stosuje się wobec nich,nieoficjalnie, zakaz pracy w instytucjach państwowych i samorządowych. Nieoficjalnie, bo konwencje międzynarodowe na to nie pozwalają. Wszystko było tak przeprowadzone i tak pokazane, że ofiary nagonki nie miały żadnych szans na obronę swego dobrego imienia. Oskarżenia medialne na długo wyprzedzały bowiem postępowania wyjaśniające prokuratury, o sądzie nie wspominając. Wielokrotnie łamie się zasadę domniemania niewinności, rzucając, niby w pytaniach, oszczerstwa lub pozbawione podstaw, niesprawdzone i nie potwierdzone w wiarygodnych żródłach podejrzenia wobec różnych osób – bo ktoś coś powiedział lub napisał, przy czym dziennikarze wzajemnie powołują się na donosy swoich własnych mediów, jako podstawę do przedstawiania oskarżeń. Nikt w Polsce nie walczy ze zjawiskiem tzw. „hien dziennikarskich”, a przecież wiadomo, że ono istnieje i ma się całkiem nieżle. Ale te „hieny” mogą liczyć, póki co, na dość silną solidarność kolegów z branży. Podsumowując – jeśli ABW w celach operacyjnych uznało, że należy podsłuchiwać red.red. Rymanowskiego i Gmyza – to powinna była to zrobić.Kwestia, czy nie przekroczono w tym zakresie uprawnień i czy postąpiono zgodnie z zasadami prawa w RP powinna być rozpatrywana według takich samych procedur,jakie stosuje się wobec zwykłych obywateli. Mam też nadzieję na to, że nastąpi przeciek materiałów do mediów i można będzie poczytać stenogramy rozmów. Zainteresowani nie powinni się tego obawiać – wszak chętnie korzystają z podobnych żródeł informacji na temat innych osób.

Gdzie są gniazda “buszmenów” w Polsce ?

październik 12, 2009 - autor: niss26an49

Niedawno MSZ, Radosław Sikorski  ogłosił publicznie, że podległe prezydentowi RP, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (BBN), to „gniazdo buszmenów”. Z  kontekstu jego całej wypowiedzi wynikało, że  „buszmeni” z BBN to ludzie, dla których polityka zagraniczna byłego prezydenta USA, Georga  Walkera Busha  jest drogowskazem i wzorem dla definiowania celów strategicznych polskiej polityki zagranicznej.

Wypowiedż ta wydała mi się cokolwiek dwuznaczna i nieszczera. Dla obserwatorów znany jest bowiem fakt, że  sam minister Sikorski związany był, przed kilku laty, zanim związał się z partią PiS braci Kaczyńskich, z American Enterprise Institute (AEI), który jest znanym w świecie think-tankiem NEOCONS, czyli neokonserwatystów amerykańskich, z których kilku przedstawicieli pełniło ważne stanowiska w administracji G.W.Busha. Wypowiedż ta nastąpiła po tym, jak szef BBN, w osobie byłego MON, Szczygło, poddał ostrej krytyce decyzję prezydenta USA, Baracka Obamy, o rezygnacji z planów stacjonowania w Polsce i w Czechach, elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej.

O ile jest mi wiadomo, to obaj panowie ministrowie, Sikorski i Szczygło, reprezentowali w przeszłości podobne poglądy i akcentowali często,w swych publicznych wypowiedziach,  potrzebę umieszczenia na terytorium Polski, elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Parli do podpisania umowy z USA w tej sprawie  jak przysłowiowy „koń do owsa”, nie zważając na to, że nowa administracja Obamy ma na ten temat zupełnie odmienne zdanie, poparte, równie wiarygodnymi, jak za czasów Busha, analizami wojskowymi amerykańskich sztabowców. Podpisując umowę, krótko przed wyborami prezydenckimi w USA, dali jednoznaczny sygnał, że opowiadają się po stronie Republikanów w walce o fotel prezydenta USA. Jak widać, prezydent Obama ma dobrą pamięć, i obecnie, bardzo trudno znajduje czas, aby z kimkolwiek z Polski się spotkać, nie mówiąc już o tym, że plany jego ewentualnej wizyty w Polsce, to w perspektywie krótkoterminowej, marzenie ściętej głowy. Widać choćby z tego, że buszmeni są i owszem, w BBN, ale także w polskim rządzie, z ministerem Sikorskim i premierem Tuskiem, na czele. Obaj panowie oraz sztab ich ludzi, pozwolili sobie na taki oto numer, iż publicznie ogłosili, że premier Tusk nie odebrał nocnego telefonu od prezydenta USA, Baracka Obamy, bo nie był uprzedzony i przygotowany do rozmowy. Podane powody można zrozumieć, natomiast trudno pochwalić, publiczne ujawnienie tego faktu oraz bufonadę i chełpliwość, w wypowiedziach i komentarzach do tej sytuacji, polskich polityków z rządu i z opozycji, cieszących się z  tej oto sytuacji, że „Tusk dał nauczkę Obamie”. Bowiem ten „sukces” to przysłowiowe „ jakby bzyknięcie muchy przy pochodzie słonia”.

Niedawno sporo polskich „buszmenów” odezwało się przy okazji ogłoszenia przyznania pokojowej nagrody Nobla dla Baracka Obamy. Oto redaktor Węglarczyk z Gazety Wyborczej, zatytułował swoje wątpliwości jako „Nobel – srobel”. Rzeczywiście, ujawnił tutaj swój poetycki talent, tworząc wyszukany neologizm, zaczerpnięty z potocznego języka rynsztokowego. Ale nie ma się czemu dziwić – gazeta ta była szczególnie gorliwym medium w propagowaniu pomysłów Busha i ich wdrażania w Polsce, takich jak wojna w Iraku czy też  tarczy antyrakietowej w Polsce. Stąd to rozczarowanie w GW po decyzjach prezydenta Obamy, wyrażane bezsilnie za pomocą obelżywego języka. I to wobec głowy państwa, najważniejszego sojusznika Polski.Obserwując te reakcje polskich „buszmenów”, brak jedynie otwartych wypowiedzi rasistowskich. Chociaż, jak wiadomo, i te miały miejsce na forum polskiego Sejmu.

Myślę, iż niewiele pomylił się jeden z polskich politologów z UW, który wypowiadając się w TVN-24 stwierdził, iż w Europie, „jedynie w Polsce i Albanii Płn” jest tak wielu jeszcze zwolenników polityki G.W.Busha, która , zarówno w aspekcie polityczno-wojskowym , jak też i ekonomicznym, o mały włos nie doprowadziła świata  do globalnej katastrofy. Doskonale zdawał sobie  z tego sprawę Komitet Nagrody Nobla w Sztokholmie, nagradzając słusznie preydenta Baracka Obamę za to, iż miał odwagę pokazać światu inną, bardziej bezpieczną drogę, w epoce rozprzestrzeniania broni jądrowej, kryzysu finansowego, terroryzmu i globalizacji.